
Lekkie przymrozki, które mogliśmy obserwować w zeszłym tygodniu, w zasadzie powinniśmy uznać już za oznakę końca cieplejszej części jesieni. Ale chociaż wiele drzew i krzewów zrzuciło całkiem liście, a większość roślin jednorocznych i bylin bezpowrotnie uwiędło z zimna i mroku, to nasze dziarskie róże przeważnie nie okazują zmęczenia, a nawet kontynuują wzrost, czego widoczną oznaką są nowe czerwonawe pędy. Astronomia jest jednak jak surowa pani od matematyki, która nie pozwoli się zwieść pochlebnymi słówkami i trzepotem rzęs. Nasza półkula odchyla się od Słońca i pozostaje nam poczekać jeszcze kilka miesięcy, aż do niego powróci. Zanim jednak skryjemy się w cieple naszych domów, pocieszając się smakiem zimowych potraw i wyczekując narodzin Zbawiciela, musimy jeszcze coś zrobić dla naszych róż. Coś bardzo, bardzo ważnego.







